Na temat ochrony obiektywów słów kilka
Autor: Paweł S o środa 10. październik 2007
Co jest najważniejszą częścią aparatu fotograficznego? Oczywiście obiektyw. Niektórzy pewnie powiedzą, że coś innego, ale ja będę trzymał się mojej wersji. Wracając do tematu. O obiektyw, jak o każde inne urządzenie trzeba dbać. Z tym chyba wszyscy się zgodzą. Nikt chyba nie chce aby soczewki były brudne lub porysowane. W końcu, od jakości i stanu szkła zależy jakość naszych zdjęć. Kolejne pytanie: jak chronić obiektyw? Zapewne kilka osób krzyknie: założyć filtr UV. A ja na to odpowiem: bzdura. Filtr UV nie służy do ochrony obiektywu. On służy do odcięcia promieniowania UV i tylko do tego. Do ochrony obiektywu służy coś zupełnie innego. Co? Wszystko w swoim czasie.
Historia używania filtrów UV jako “ochrony obiektywu” jest dość długa i w swoich początkach była jak najbardziej uzasadniona. Dawno, dawno temu soczewki były wykonane z dość miękkiego szkła i łatwo było o ich zarysowanie przy czyszczeniu. To samo było z pierwszymi powłokami anty refleksyjnymi. Wystarczyło potrzeć zbyt energicznie i powłoka schodziła z przedniej soczewki. W tych czasach filtr UV na obiektywie była jak najbardziej trafionym pomysłem.
Czasy się zmieniają, technika idzie do przodu. Obecnie, zarówno szkła soczewek, jak i powłoki anty refleksyjne są dużo twardsze i trwalsze niż kiedyś. Przetarcie miękką szmatką na pewno im nie zaszkodzi. Nawet kontakt z innym, twardszymi, przedmiotami nie wyrządzi i żadnej krzywdy. Aspekt ochronny filtra UV stracił na znaczeniu. Sam filtr pogarsza też jakoś optyczną obiektywu (może powodować “flary” i “bliki” oraz minimalnie zmniejsza światłość szkła). Co więcej, ew. zabrudzenia filtra będą dużo bardziej widoczne na zdjęciach niż ew. zabrudzenia szkła obiektywu. Dlaczego? Sprawa głębi ostrości i tak dalej. W dodatku, współczesne obiektywy mają filtr UV dołożony w standardzie w postaci powłok anty refleksyjnych.
A, jeszcze jedno… Prawda jest taka, że czystość przedniej soczewki obiektywu nie jest tak bardzo istotna. O ile większość soczewki nie jest czymś upaprana, nie zobaczymy żadnej (prawie żadnej) zmiany jakości zdjęć. Nawet dość głęboka rysa, czy nawet pęknięcie spowoduje co najwyżej spadek kontrastu. Chcecie dowodu? Proszę bardzo, proponuję eksperyment. Potrzebne rzeczy:
- aparat fotograficzny z obiektywem (najlepiej lustrzanka)
- żółta karteczka samoprzylepna aka. post-it
Eksperyment przebiega następująco:
- z karteczki wycinamy mały kwadracik rozmiarów średniej wielkości plamy jaką spodziewamy się na obiektywie. Oczywiście kwadracik wycinamy z części pokrytej klejem
- karteczkę przyklejamy na przedniej soczewce obiektywu
- patrzymy przez wizjer
- jesteśmy zdziwieni, bo tego kawałka karteczki nie widać (no, chyba, że zajmuje ona znaczną część soczewki)
Eksperyment można rozszerzyć o regulację przysłony z włączonym podglądem głębi ostrości. Przy bardzo małych średnicach przysłony jest szansa, że zobaczymy lokalne przyciemnienie obrazu. Ale tylko lokalne.
Przeprowadziłem ten eksperyment kilka lat temu i od tego czasu przestałem przejmować się pyłkami na przedniej soczewce, filtrami UV i tak dalej. A czego używam do ochrony obiektywu? W następującej kolejności:
- pomyślunku
- dekielka
- osłony przeciw słonecznej

